Miałem go dość! Odkąd Takuma zapisał się do
mojej klasy nic tylko mi dokucza! Nie rozumiem tego! Nic mu nie
zrobiłem! Po prostu się na mnie uwziął! Od tamtego czasu minął miesiąc i nic się nie poprawiło, a nawet częściej się ze mnie nabijał!
Przez niego chodzenie do szkoły stało się męczące. A to dźgał cię
ołówkiem w bok, a to czochrał moje włosy, a to łaskotał w czasie zajęć,
przez co miałem kłopoty, albo pisał mi w zeszytach, gdy wychodziłem na
przerwę.
Starałem się ignorować jego zaczepki, ale miarka się
przebrała, gdy na wycieczce szkolnej nad morzem zapytał czy się z nim
nie umówię i pocałował mnie w policzek. Co on sobie myślał?! Takie coś
mnie nie bawi! Z resztą jego zachowanie w ogóle było wkurzające.
Popchnąłem go tak mocno, że aż upadł na piasek.
- Daj mi spokój! Dotarło do mnie, że mnie nienawidzisz, więc przestań już mi dokuczać! - Warknąłem.
Sądziłem, że Takuma się na mnie rzuci z pięściami, albo zacznie znowu swoje zaczepki, ale tak się nie stało.
Wstał, spojrzał na mnie jakbym wbił mu nóż w plecy i krzyknął, że nic nie rozumiem, po czym uciekł.
Ta cała sytuacja była dziwna. O co mu chodziło? Cóż, nie ważne. Nie obchodzi mnie to. Nie będę się nim przejmować.
Przez całą wycieczkę Takuma ani razu się mnie nie uczepił. Czyżby moje
słowa na niego podziałały? Nareszcie! Koniec z dręczeniem mnie!
Gdy
wróciłem do szkoły ignorowałem chłopaka i on mnie też. Jednak coś mi tu
nie pasowało, bo ilekroć koło niego przechodziłem, to patrzył się na
mnie z wyrzutem. Postanowiłem, że z nim to wyjaśnię. Nie lubię mieć z
kimś jakiś nieporozumień.
W czasie przerwy chwyciłem go za nadgarstek i pociągnąłem na dach.
- Musimy pogadać. - Zacząłem niezbyt miło, więc chrząknąłem, by zmienić nieco swój ton głosu.
- Dlaczego za każdym razem, gdy mnie widzisz, patrzysz na mnie takim wzrokiem zbitego szczeniaka? - Spytałem.
Takuma mi się wyrwał i spojrzał na mnie.
- A jak mam się na ciebie patrzeć?! Dałeś mi kosza, więc nic dziwnego, że twój widok mnie boli!
- Jakiego znowu kosza?! O czym ty bredzisz?! - Krzyknąłem zdezorientowany.
- Na wycieczce spytałem czy się ze mną umówisz, a ty mnie chamsko
potraktowałeś! Wiesz jak długo zbierałem się, by cię o to zapytać!?
Niezbyt rozumiałem jego słowa, ale gdy po chwili powiedział, że przez
ten cały czas mi dokuczał, bo chciał się do mnie zbliżyć, dotarło do
mnie czemu się ze mnie nabijał.
- Czyli twoje zachowanie niczym u
dziecka z podstawówki było końskimi zalotami? Jesteś licealistą! Skąd
mogłem wiedzieć, że to sygnały, które miały mi pokazać, że ci się
podobam!? - Powiedziałem oburzony.
- Nie jestem dobry w okazywaniu
uczuć. W każdym razie skoro już wiesz co do ciebie czuję, to co będzie z
nami? Chciałbyś ze mną chodzić? - Spytał i uciekł wzrokiem gdzieś w
bok.
Ja pacnąłem się w czoło i westchnąłem.
- Naprawdę. Jak
dziecko z podstawówki, ale niech ci będzie. Mogę spróbować z tobą
chodzić. - Odparłem i chwyciłem go za rękę, czego po chwili pożałowałem,
bo przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
Spłonąłem czerwienią.
- C-co ty robisz?! - Wydukałem.
- Skoro jesteśmy parą, to mi chyba wolno, co nie? - Zachichotał i się uśmiechnął.
- G-głupek. - Burknąłem, nie puszczając jego dłoni.

Świetne! :V
OdpowiedzUsuń