4 lipca 2014

Jestem potępiony


     Moje życie tamtego jednego pamiętnego dnia zostało wywrócone do góry nogami...

     Z początku wydawało mi się, że to będzie kolejny zwykły dzień. Tak jak każdego poranka w czasie lata, wyszedłem na dwór. Miałem swoje ulubione miejsce, do którego lubiłem chodzić. Była nim piękna łąka, na której znajdowało się wiele kwiatów. Zawsze ucinałem tutaj drzemkę. Myślałem, że nikt poza mną tutaj nie przebywał, ale było inaczej.
    Gdy zamknąłem oczy, usłyszałem jakiś huk. Jakby coś przywaliło w ziemię. Nie miałem pojęcia co to było, ale przecież mogłem to sprawdzić.
    Podniosłem się gwałtownie z ziemi i udałem się do źródła dźwięku. Byłem zaskoczony tym co zobaczyłem. Na trawie leżał ranny upadły anioł. Miał ciemne włosy i zielone oczy. Był piękny, ale bałem się go. Słyszałem w swojej wiosce, że one wyrządzają bardzo wiele szkód i są bardzo złe.
    Nie chciałem, by mnie zabił, ale też nie mogłem go tak zostawić. Próbowałem go podnieść, ale za dużo ważył. Postanowiłem, że go obudzę.
    Wyciągnąłem niepewnie rękę w jego stronę, lecz nie dotknąłem go, bo chłopak się obudził.
     Odskoczyłem od niego jak oparzony i schowałem się za drzewem. Zza niego dostrzegłem jak anioł otrzepuje swoje skrzydła oraz poprawia włosy. Czyli nie był tak zraniony jak myślałem. Skoro nic wielkiego mu nie dolegało, to stwierdziłem, że wrócę do wioski.
     Niestety nie zrobiłem nawet kroku, gdyż zostałem przez niego zauważony.
     Pisnąłem i zacząłem błagać, by mnie nie krzywdził.
- Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię. - Powiedział tak miękkim głosem, że mu uwierzyłem.

    Wyszedłem zza drzewa, ale nie podszedłem do niego. Jeszcze mogłem tego pożałować.
-  Dlaczego wszyscy myślą, że każdy upadły anioł jest zły? - Zapytał i podszedł do mnie. Miałem ochotę odwrócić się i uciec, ale on złapał mnie za ramiona i spojrzał w moje oczy. Miał śliczne zielone tęczówki...Nie. Nie daj się zwieść! Na pewno chciał użyć na mnie jakiejś sztuczki, bym mu uwierzył! Był upadłym aniołem, do jasnej cholery! Ktoś taki nie mógłby być dobry!

    Wyrwałem mu się i przyjąłem pozycję obronną.
-  A to nie mówi samo przez siebie? - Gdyby był zwykłym aniołem, to byłby dobry, ale skoro miał czarne skrzydła, to znaczyło, że był zły.
- Po prostu moje poglądy były inne niż Boga, przez co mnie wygnał z raju. - Odparł i wzruszył ramionami.
- Myślisz, że ci uwierzę? W mojej wiosce mówią... - Przerwałem.  To, że oni mieli swoje zdanie, nie oznaczało od razu, że i ja miałem takie mieć.
- No dobrze. Przypuścimy, że mówisz prawdę.  Powiedz mi skąd się tu wziąłeś i jak się nazywasz? - Chciałem to wiedzieć, bo jakoś musiałem się do niego zwracać.
- Już mówiłem. Zostałem wygnany, a nazywam się Kenji, a ty?
- Jestem Arata. - Odpowiedziałem. Przestałem przyjmować pozycję obronną. Nie wyglądał agresywnie, a poza tym był cały poobijany. W takim stanie raczej nic, by mi nie zrobił.

   Postanowiłem zaryzykować i podszedłem bliżej niego.  Stwierdziłem, że przekonam się sam, czy wszyscy w wiosce mają rację co do upadłych aniołów. Najwyżej przypłacę to życiem. Lepsze to niż  podążanie za resztą ludzi. Ja to ja. Człowiek powinien myśleć za siebie. Mieć swoje zdanie, a nie zgadzać się z innymi, bo tak jest wygodniej.
- Dam ci szansę. Udowodnij mi, że jesteś dobry. - Powiedziałem stanowczo. Niestety nie otrzymałem odpowiedzi, bo Kenji upadł na ziemię.
- Wszystko w porządku? - Spytałem zaniepokojony.
- Wygląda na to, że upadek z nieba był bardziej bolesny niż myślałem. - Odparł, po czym próbował wstać, ale niezbyt mu to wychodziło. Nie mogłem go tak zostawić. Musiałem się nim zająć.
    Wyjąłem ze swojej skrytki w drzewie koc. W drzewie była taka dziura, w której chowałem różne rzeczy. Spędzałem tu w końcu dużo czasu, więc marnowałbym czas, gdybym za każdym razem się wracał po jakieś przedmioty.
   Kocem zakryłem chłopakowi skrzydła i zarzuciłem sobie jego ramię za swoją szyję. Gdybym nie zakrył jego skrzydeł, to wszyscy w wiosce dowiedzieliby się kim był ciemnowłosy.
   Chłopak był dosyć ciężki, ale przytomny, więc jakoś udało nam się dotrzeć do mojego domu. Na szczęście nikt nie rozpoznał w nim upadłego anioła.
   Zaprowadziłem go do kuchni i posadziłem na krześle. Opatrzyłem jego rany i wyczyściłem skrzydła. W sumie to miał je naprawdę ładne. Dobrze, że potrafił je zgiąć, bo gdyby były wyprostowane, to na pewno nimi wyrządziłby jakąś szkodę. Choćby na przykład coś, by potłukł.
   Moje zachowanie zapewne było dla niego dziwne. W końcu na początku byłem wobec niego nie ufny i  się go bałem, a teraz mu pomogłem. Po prostu nie zostawiłbym nikogo w potrzebie, nawet jeśli miałbym stracić przez to życie.
- Chciałem tylko uświadomić tobie, że nie jestem zły. Nie musisz się zmuszać do pomagania mi. - Powiedział Kenji. Jego słowa przyprawiły mnie o chichot. Naprawdę sądził, że byłbym wstanie zostawić go tam tak samego?
- Nie zmuszam się. To po prostu ludzki odruch. Szkoda,  że wiele ludzi go utraciło. - Mruknąłem bardziej do siebie. W tych czasach, każdy troszczył się tylko o siebie. Ważne by im było dobrze i żeby nie mieć jakiś kłopotów podążają za stadem. To straszne, że człowiek na przełomie lat zmienił się i to na gorsze.
- W każdym razie dziękuję ci. - Odparł i po chwili pocałował mnie w policzek, przez co się zaczerwieniłem i odskoczyłem od niego jak oparzony.
- N-nie rób takich rzeczy więcej!
- Dlaczego?
- Bo...bo to krępujące, jasne? - Burknąłem. Jak można całować kogoś kogo się nie znało? Nawet jeśli to było tylko w policzek.

  Gdy skończyłem go opatrywać, podszedłem do lodówki i wyjąłem z niej dwa jabłka. Jedno rzuciłem chłopakowi, a drugie zacząłem jeść.  Nic innego na tą chwilę nie mogłem mu podać, ponieważ nie zrobiłem jeszcze zakupów.
- Pójdę na rynek i kupię coś do jedzenia, a ty zostań tutaj. Nie ruszaj się stąd. Jak ktoś by cię zauważył, to zostałbyś prawdopodobnie zabity. - Po tych słowach wyszedłem z domu. Dobrze, że nie miałem daleko do centrum, dzięki czemu szybko kupiłem to co trzeba.

   Kiedy wróciłem Kenjiego nie było w kuchni. Wystraszyłem się, bo pomyślałem, że uciekł, ale po sprawdzeniu pozostałych pomieszczeń okazało się, że ten zasnął w moim łóżku. Może i nie był kimś złym, ale na pewno można powiedzieć, że był kłopotliwy. To moje łóżko i tylko ja mogłem w nim spać. Zdawałem sobie sprawę z tego, że powinien odzyskać siły, ale miałem zamiar przygotować mu jakieś posłanie. Nie przyszło mi do głowy, by mógł spać gdzieś indziej.
   Szturchnąłem go lekko, chcąc by się obudził. Nie ocknął się, ale za to przyciągnął mnie do siebie i objął w pasie. Próbowałem się uwolnić z uścisku, ale mocno mnie trzymał.
- P-puszczaj...Ej! Ty się uśmiechasz! Czyli jednak nie śpisz! - Powiedziałem oburzony z wypiekami na twarzy.
- Chciałem cię przytulić. Miałem cię nie całować, ale tego mi nie zabroniłeś. - Zachichotał i mnie puścił.
Ty...- Myślałem, że go uduszę. Ja mu pomogłem, a ten się ze mnie nabijał.

   Westchnąłem. Nie było sensu się na niego złościć. W końcu i tak jutro stąd odejdzie, a ja zdążyłem się już przekonać, że nie był zły. Jednak coś mi tu nie pasowało. Skoro był upadłym aniołem, to musiał coś przeskrobać. Nie mógł nim zostać od tak. Niby mówił, że powodem tego były inne poglądy niż miał Bóg, ale nic więcej na ten temat nie miałem pojęcia.
-  Bardzo mnie ciekawi dlaczego zostałeś potępiony przez Boga. - Odparłem prosto z mostu. Możliwe, że tak naprawdę zrobił coś bardzo złego, a przez ten cały czas mnie okłamywał. Nie znałem go praktycznie wcale.
Przykro mi, ale nie powiem ci. Dowiesz się o tym innym razem.
     Nie była to co prawda odpowiedź której się spodziewałem, ale nic z tym nie mogłem zrobić. Przecież nie zmuszę go, by wszystko mi wyśpiewał. Najlepiej będzie jak poczekam, aż sam mi o tym powie, choć pewnie nie będzie na to czasu, bo jutro wróci do siebie i stąd odejdzie.

- Pójdę zrobić coś do jedzenia, a ty sobie tutaj leż.
Poszedłem do kuchni, ale Kenji jak widać nie miał zamiaru mnie posłuchać, bo wstał z łóżka i podążył za mną.

- Miałeś zostać w łóżku.
- Po co? Czuję się już dobrze. - Rzekł i przytulił mnie, opatulając przy tym moje ciało skrzydłami.
- Skoro czujesz się już dobrze, to możesz stąd odfrunąć. - Odsunąłem się od niego i  zająłem się przygotowywaniem posiłku.
- Nie mogę, bo mam złamane skrzydło jakbyś nie zauważył.

    Odwróciłem się w jego stronę i sprawdziłem czy mówił prawdę. Miał rację. Jedno skrzydło było złamane, albo raczej zwichnięte. Sądziłem, że po prostu potrafił je tak zginać. Nie przypuszczałem, że to nie to. Wychodziło na to, że będzie musiał u mnie zostać dłużej. Może nawet i na dwa tygodnie. Nie mogłem wezwać lekarza, bo każdy poza mną tępi te istoty. Gdyby go poznali, zrozumieliby, że Kenji nie był taki jak każdy upadły anioł. Nie chciałem ryzykować, bo jeszcze coś, by mu się stało, dlatego wolałem go ukryć u siebie w domu. Jeśli nie będzie stąd wychodził przez te dwa tygodnie, to nic mu się nie stanie, a jak wyzdrowieje, to po kryjomu zaprowadzę go na tamtą łąkę z której będzie mógł odlecieć.

    Usiadłem przy stole, na którym postawiłem jedzenie, a Kenji usiadł obok mnie. Chciałem go trochę poznać, więc zacząłem z nim rozmawiać. Miał spędzić u mnie trochę czasu, więc wypadałoby czegoś się o nim dowiedzieć. Nie był zbytnio rozmowny jeśli mówiliśmy pytałem go o jego przeszłość, ale mogłem stwierdzić, że on naprawdę nie był kimś złym. Szkoda, że nie wyjawił mi dlaczego został wyrzucony z nieba. Może bał się, że jak poznam prawdę, to go wyrzucę i znowu zacznę się go bać? Nawet jeśli zrobił coś bardzo złego, to ja go nie odtrącę, bo przeszłość, to przeszłość. Liczy się przyszłość.
 
   Podczas tej pogawędki wiele się o nim dowiedziałem, tak jak on o mnie. Nawet nie zdążyłem zauważyć, że nastał wieczór. Chyba pora bym przyszykował mu jakieś miejsce do spania.
   Wstałem od stołu i udałem się do swojej sypialni razem z Kenjim. Wyjąłem z szafki jakiś koc i położyłem go na podłodze.
- Nie chcę na tym spać. Ja chcę spać z tobą. - Mruknął naburmuszony i wpakował się do mojego łóżka. Miałem co prawda dosyć duże łóżko, ale...
- Zgoda. Powinniśmy obaj się na nim zmieścić. - Odparłem zrezygnowany. Nie miałem zbytniej ochoty, by się z nim kłócić.
- Idę wziąć kąpiel. - Zakomunikowałem. Kenji zapytał czy może ze mną. Zaczerwieniłem się i krzyknąłem, że nie, a następnie udałem się do łazienki. Rany. Mógłby przestać się tak zachowywać. Nie miałem nastroju do żartów.

   Po umyciu się wróciłem do pokoju. Zaproponowałem chłopakowi, by też się wykąpał, ale on uznał, że zrobi to rano. Szczerze, to nawet lepiej. Gdyby teraz poszedłby się umyć, to musiałbym znowu zająć się jego ranami, a dziś nie miałem na to ochoty.
   Wskoczyłem do łóżka i zamknąłem oczy. Niewiele minęło, a Kenji się do mnie przytulił. Zaczerwieniłem się, ale nie odsunąłem się od niego. To nie tak, by mi się podobał, czy coś. Lubię to uczucie, gdy jego skrzydła mnie obejmują.
**

   Te dwa tygodnie spędzone razem były naprawdę miłe, ale noce były natomiast dziwne. Zawsze gdy ze mną spał to mnie przytulał, a z czasem nawet pojawiły się z jego strony pocałunki w policzki, czoło i nos. Na początku go odpychałem, ale później przestałem, bo zaczęło mi się to podobać. Oczywiście nie przyznałem mu się do czegoś takiego. Z resztą dzisiaj miał być dzień, w którym mnie opuści.

   Wyszedłem z nim dosyć wcześnie, ponieważ chciałem spędzić jeszcze trochę czasu razem.
Udaliśmy się do miejsca, gdzie spotkałem go po raz pierwszy. Postanowiłem, że przed jego odlotem wyjawię mu, że się w nim zakochałem. Pewnie mnie wyśmieje, ale przynajmniej nie będę później żałował, że tego nie zrobiłem.
   Niestety nastał wieczór, a ja ciągle nie powiedziałem mu co czuję. W dodatku zaczął padać deszcz. Teraz miałem jedyną okazję, by to zrobić. Drugiej szansy mieć nie będę.

- K-Kenji, ja... - Nie dokończyłem, ponieważ przed moimi stopami wbiła się strzała. Wystraszyłem się nie na żarty.
Złapałem chłopaka za rękę i pobiegłem przed siebie. Możliwe, że jednak ktoś dowiedział się o nim i powiadomił innych mieszkańców.

- Musisz uciekać! Leć! - Krzyknąłem. Kenji próbował wzbić się w powietrze, ale nie potrafił. On dalej nie potrafił latać! Myślałem, że gorzej być już nie może, ale bardzo się pomyliłem.

Ktoś wycelował strzałą w niego, a ona przebiła go na wylot. Złapałem upadającego chłopaka, który wylądował w moich ramionach.
- Kenji! - Krzyknąłem. To nie miało się tak skończyć!
    Zleciał się cały tłum, który próbował mnie od niego odciągnąć, ale ja nie miałem zamiaru go puścić.

   Upadłem z nim na ziemię, roniąc przy tym morze łez. Po chwili poczułem jak jego ręka dotyka mojego policzka. Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego.

- Arata...proszę nie płacz. Widocznie tak musiało być. To zapewne moja kara za zmienienie przeznaczenia.
- O-o czym ty mówisz? - Spytałem zdławionym głosem.
- Obiecałem ci, że kiedyś się o tym dowiesz, więc powiem to teraz. Wiesz, że Bóg decyduje o losie ludzi? O twoim też. Twoim przeznaczeniem było umrzeć tego dnia, gdy cię spotkałem. Nie chciałem do tego dopuścić. Sprzeciwiłem się Bogu. Powiedział mi, że będziesz żyć, ale tylko wtedy, gdy ja zostanę wygnany. Zgodziłem się na to. Nie chciałem, by coś ci się stało. Od zawsze cię obserwowałem. Arata, choćby nie wiem co, żyj. Kocham cię. - Po tych słowach pocałował mnie, a zaraz po tym osunął się z moich ramion. -
- Kenji! Kenji! Nie opuszczaj mnie! Ja też ciebie kocham! Nie odchodź! Błagam! - Krzyczałem zrozpaczony, ale nic to nie dało. On nie żył. Nie obchodziło mnie to, że padało, że byłem mokry, a na rękach miałem jego krew. Chciałem, by do mnie wrócił.

   Podniosłem się na chwiejnych nogach i spojrzałem w stronę ludzi, którzy widzieli to wszystko.
- Jak mogliście! On nie był jak inne upadłe anioły! Był dobry! Uratował mnie! - Wrzasnąłem na całe gardło, nie mogąc powstrzymać łez.
- On cię zwiódł! - Powiedziała jakaś kobieta.
- Nie prawda! Naprawdę go kochałem, a wy go zabiliście!
 
   Próbowali mi wmówić, że był zły, ale ich nie słuchałem. Narzucili sobie czyjść pogląd i trzymali się go kurczowo, by wpasować się do otoczenia. Człowiek nie myśli jednostkowo. Narzuca tylko sobie czyjeść zdanie, bo tak bezpieczniej i łatwiej. Ja byłem inny. Myślałem za siebie. Miałem swoje zdanie.  Spotkałem kogoś wyjątkowego, ale oni mi go odebrali. Gdyby każdy nie myślał schematycznie i stereotypowo, to wszystko potoczyłoby się inaczej.

   Ludzie porozchodzili się do swoich domów, a ja podszedłem do Kenjiego. Zdziwiłem się, bo jego ciała nie było. Słyszałem, że zabity anioł znika na zawsze. Nie tylko ciało, ale i dusza.

   On odszedł, a mi pozostało po nim tylko czarne pióro, które znalazłem na trawie...

1 komentarz:

  1. Zrobilas ogromne postepy patrzac na twoje pierwsze prace

    OdpowiedzUsuń